Już kończy się gorące lato. Za parę dni wrzesień, a z nim pierwsze nieśmiałe jeszcze uśmiechy jesieni. Jeszcze tu i tam można spotkać kombajny na polach, jeszcze gdzieś na polach zostały ostatnie baloty słomy. To już za chwilę przemierzając kraj świadkami będziemy znaku firmowego jesieni na polach – wykopki. Odezwała się nostalgia. Ten rodzący się teraz w mojej wyobraźni czas, czas zapachu ognisk palonych na polach ziemniaczanych.

   Refleksje w drodze na doroczne spotkanie regionalne kół łowieckich w Połczynie Zdroju. Na niebie pędzące kłębiaste chmury, granatowe niebo, złote pola ściernisk wśród pachnących sosnowych lasów i wzgórków, nierówności karzących szosie wić się jak piskorz wirażami, zakrętami po wzniesieniach, po dolinkach.

   U schyłku lata, u progu jesieni w Połczynie Zdroju najlepszy to czas, najpiękniejsze to miejsce do myśliwskiego spotkania, do świętowania nie tylko we własnym zamkniętym gronie znawców tematu.

   Było i coś dla myśliwych i coś dla profanów do których i piszący te słowa należy.

Uliczny przemarsz uczestników korowodem barwnych postaci,

 przyjaźń i serdeczność ogarniająca mieszkańców,

 czas uśmiechu, czas zabawy.

„Bracia myśliwi i wy ludzie, idźcie za nami tam gdzie staniemy na świętowanie”

Owa postać przemawiała całym sobą.

 I poszli ulicami i poszli alejkami parku zdrojowego do amfiteatru.

 Zaciekawienie?

 Dziś nie w knieje. Z kulturą i obyczajem dziś do ludzi wyszła myśliwych czereda.

 Na początek był wystrzał armatni.

 I były sztandary…

 I były przemówienia i ordery były.

  My ludzie mało zaorientowani w szczegółach myśleliśmy bardziej o bigosach, kiełbasach, miodach. Buzie same się otwierały na widok trofeów myśliwskich. Dla ilu dzieci, a i dla dorosłych ilu szokiem było spotkanie z dzikiem, czaplą z tchórzem czy żubrem? Szokiem, bo choć w postaci jak najbardziej wypchanej, to jednak dające świadectwo, że takie stwory naprawdę istnieją i nie są tylko wymysłem autorów książek i że Krystyna Czubówna opowiada o przyrodzie prawdziwej, a nie o przyrodzie zmyślonej na potrzeby kreskówek i filmów.

  My ludzie mało zaorientowani w myśliwych sprawach mogliśmy posłuchać zaproszonych gości specjalnych dla uświetnienia wydarzenia.

   Pokazali nam się muzycy filharmonii koszalińskiej z programem muzyki lekkiej, łatwej, przyjemnej w eleganckim opakowaniu, dając kłam wszelkim niedowiarkom, złym językom ludzkim, że nie potrafią się uśmiechać i grać na luzie.

 Koncert zespołu muzyki myśliwskiej HUBERTUS ze Sztumu był uroczą ozdobą spotkania.

  Nasi zachodni sąsiedzi przyjechali prezentować sygnały myśliwskie. Z ochotą i radością czynili swoje powinności na ulicach w korowodzie jak i na scenie.

 Miasteczko puste?

Ten dzień, to dzień ulic z ludźmi w mundurach organizacyjnych braci myśliwskiej.

 Do zobaczenia za rok.